Artykuły
Strona główna
Pierwszego dnia w Mysore praktycznie nic nie udało nam się zobaczyć. Noc spędziliśmy w podróży pociągiem, jadącym z Maduraju i już wczesnym rankiem pojechaliśmy na dworzec autobusowy. Chcieliśmy złapać autobus do jednego z kilku miasteczek leżących w drodze do Parku Narodowego Bandipur. Czekając na pociąg, na chwilkę usiadłam na ławce na jednym z peronów. Kaleki Hindus bez nóg o karłowatej budowie ciała, zaraz jak mnie spostrzegł, przeistoczył się w żebraka. Próbowałam go ignorować, odwracając wzrok, na tyle skutecznie, że zawiedziony brakiem jałmużny, wrócił do poprzedniej pozycji i spokojnie odszedł. By coś przekąsić, udaliśmy wiec do obleganego baru niedaleko stanowisk autokarowych. Do wyboru mieliśmy świeże soki owocowe, dania wegetariańskie podawane na talerzach z liści bananowców, oraz wabiące aromatem słodycze. Po sytym śniadaniu pozostało nam jedynie oczekiwanie na autobus.Nazajutrz wyruszyliśmy na wycieczkę do Parku Narodowego Bandipur. Spragnieni byliśmy widoków słoni, tygrysów, krokodyli i innych egzotycznych zwierząt. Przewodniki zapewniają o ich występowaniu i możliwości obserwacji. W rzeczywistości niestety jest to raczej niemożliwe i większość ludzi wyjeżdża z parku dość rozczarowana. Z nami było troszkę inaczej, gdyż już po drodze doświadczyliśmy pewnych atrakcji. Wyruszyliśmy miejscowym autobusem już o 6:30 rano. Było dość zimno, kierowca ubraną wełniana czapkę. Wszyscy pasażerowie za wyjątkiem nas byli Hindusami jadącymi do wioski Bandipura. Do parku prowadziła dość kręta droga po stromych zboczach.
Ze względu na małą liczbę odwiedzających park, organizacja wycieczki jest bardzo mierna. Trudno o dobrą mapę parku i konkretne informacje na jego temat. Turyści zazwyczaj są rozczarowani brakiem zwierząt, a na wszelki wypadek przy wejściu do parku stoi tabliczka informującą, że w przypadku nie zobaczenia zwierząt, skarg się nie przyjmuje. A propos zwierząt...